na ratunek

Hej, obiecałem Wam kolejną z moich spotkań z wężem. Tym razem to był zaskroniec. Nie pierwszy i nie ostatni, ale ta historia mrozi krew w żyłach…

Koło naszego domu jest staw, na skraju pola i lasu, który odwiedzamy bardzo często. Jest on taką ostoją dla zwierząt. Pewnego dnia na brzegu zauważyłem dziwnie szarpiącą się żabę. W pierwszej chwili myślałem, że zaplątała się w żyłkę wędkarską. Okazało się jednak, że żaba połykała niewielkiego zaskrońca. Odruchowo rzuciłem się na ratunek wężowi! Złapałem go za ogon wystający z buzi żaby i powoli wyciągnąłem. Żaba nie była zadowolona z tego faktu i próbowała mnie jeszcze ugryźć! Mimo tego udało się! Zaskroniec został ocalony!

Może tak nie powinienem zrobić, ale to był pierwszy odruch

Bałem się wypuścić zaskrońca, żeby znów nie został upolowany, więc zbudowałem mu pływającą wyspę z drewna żeby mógł się tam spokojnie i bezpiecznie wygrzewać w słońcu. Zaskroniec czuł się tak dobrze na mich rękach, że nie chciał zejść….

Prawa natury: żaby zjadają małe zaskrońce a duże zaskrońce zjadają żaby… nie pozorny staw, ale tyle się tam dzieje.

Dodaj komentarz